....
REM
RSS
czwartek, 11 lutego 2010
moje dzieciątko ma już 22 miesiące :)
i po 1 primo - gdy ma sie juz dziecko twoje życie zmiania się o 180 stopni
po 2 primo - jestem wiecznie nie wyspana
po 3 primo - związek z moim partnerem od dziecka jest totalnie do dupu, ale przyznam że jako tatuś jest na 5
po 4 primo - planuje stosować medytacje, kupiłam sobie dzis książeczka w tym celu, wkurza mnie mój własny charakter, chce go zmienić, nie chce byc takim wrednym nerwusem jakim jestem dotychczas, chce byc totalnym Olewatorem wszystkiego i wszystkich
sobota, 19 maja 2007
...
Życie na obczyźnie jest jednak strasznie trudne i to mimo tego, że ta moja obczyzna znajduje sie raptem 500 km od mojego domu i granicach naszego kraju.
Kiedy wracam po pobycie u "połówki" do siebie, naprawdę z przyjemnością spaceruję sobie po ulicach mojego małego miasteczka.
Mam wrażenie że każdy mijany krzaczek czy kamyczek usmiecha sie do mnie przyjaźnie. Znajome kundle szczerzą ząbki w usmiechu i warczeniem pozdrawiają: " siema mała! kope lat! miło cie widzieć". Smutno jest nie mieć znajomych...
Z biegiem czasu coraz trudniej jest pokonywać taki szmat drogi. Może tez dlatego że wiem już, że czas spędzony razem szybko, za szybko, minie...
Najgorsze są momenty kiedy się kłócimy - mam wtedy wrażenie, jakby czas uciekał mi przez palce, szkoda mi go starszliwie, zwłaszcza że powody kłótni najczęściej bywają okropnie błahe. Z drugiej stronie nie moge też ulegać mu we wszystkim i pozwalć by zachowywał sie okropnie bez żadnych konsekwencji - szybko straciłabym szacunek do siebie samej i pewnie też przestałoby mi na nim zależeć.
Jedno jest pewne - życie nie jest łatwe.
Drugie też jest pewne - kiedyś sie skończy.

poniedziałek, 09 kwietnia 2007
...
Podziwiam ludzi, którzy mają cel życiowy.
po 1. skąd oni go biorą? ja nigdy nie wiem dokładnie czego właściwie chcę...
po 2. dążą do tego celu nie szczędząc swoich wysiłków, cokolwiek to jest - nauka, zdrowie, sport...
po3. jak już osiągną to co chcą to chyba czuja się szczęśliwi, spełnieni?

czasami wydaje mi się, że wiem czego chcę
ale kiedy już to mam to wcale nie czuję się zadowolona
zaczynam sobie myśleć, że to chyba nie jest to co chciałam

w maju znów muszę zrobić badania

wtorek, 13 lutego 2007
...
Na froncie zdrowotnym na razie spokój. Nie wiem na jak długo niestety. Troche mnie to.. hmmm no własnie, nie wiem jak nazwać to uczucie, nie złości, nie denerwuje, ale tak.. tak.. hmm - no nie wiem, po prostu czuje jakby mnie cos zmuszało i to nie podoba mi sie to - czuje presje, że powinnam zajść w ciąże. Z jednej strony ciesze się, bo mój zegar biologiczny tyka mi od jakiegoś czasu coraz głośniej, ale z drugiej strony.... no ja po prostu nie znosze jak mnie się do czegoś zmusza! Mam ochote wrzeszczeć i zwiewac jak najdalej sie da. Boje sie też, że może nic mi nie wyjść z tych starań, moja sytuacja życiowa jest cholernie nieunormowana, boje się że może dziecko sie urodzi chore... boje sie, że moja choroba wróci ...
od tych wszystkich uczuć, często sprzecznych ze sobą, niedobrze mi sie robi. Najczęściej udaję - przed sama sobą, że o tym wszystkim nie myślę...


czwartek, 02 listopada 2006
chyba najbardziej ostatnio znienawidzone przeze mnie zdanie brzmi: "wszystko bedzie dobrze"
ja wiem, zdaje sobie sprawę, że Oni chca mnie w  ten sposób pocieszyć, zmotywować, natchnąć czymś pozytywnym...tylko... tylko...
jak potem się okazuje, że wcale nie jest dobrze, to

to

to naprawde

boli to podwójnie, poczwórnie, może nawet popiątnie

jak słyszałam "wszystko bedzie dobrze", wygłaszane z takim optymistycznym zaciągnięciem, to mimo, iż mój wrodzony pesymizm kazał mi spod oka przyglądać się takim delikwentom, to tak jakoś, wbrew sobie, czułam takie piknięcie: 'a może!!!!....", może cos wiedzą! może.... (nadzieja wbrew logice kłuła mnie swymi zatrutymi kolcami)


nooo... a potem - kubeł zimnej wody! i kurwa mać dlaczego wcale nie jest kurwa mać dobrze! okłamywali mnie, oszukiwali...!!! jak mogli... jak...

więc nie mówcie "wszystko bedzie dobrze" tym którzy wcale nie chcą tego słyszeć, prosze was nie mówcie...
wtorek, 10 października 2006
poszłam na policje w końcu, ech długo sie w sobie zbierałam, najchętniej zapomniałabym o wszystkim ale mysle sobie, że nie moge sobie ot tak tego odpuścić. Chce mieć przynajmniej czyste sumienie, że zrobiłam co mogłam w tej sprawie. Ech pewnie mogłabym wiecej, no pojechac te 300 km i truć im tyłki o moje pieniądze, ale... o nie na to nie mam ochoty... no wiec poszłam na policję.

I powiem, że po początkowym stresie, dawno mnie nic tak nie rozbawiło, hyhyhy...
Miły pan z dochodzeniówki, po bezradnym spoglądaniu przez kilka chwil w papiery, które przyniosłam, zadał mi pytanie: "a ma pani dostep do internetu?"
'no mam", " bo wie pani... - ze słabym usmiechem popatrzył na zdezelowany monitorek przedpotopwego komputerka (niedowiary że taka staroć gdzieś się jeszcze uchowała) - my tu nie mamy internetu... jeszcze.. a i laptop nie chce działać - chyba wyczuł tragikomizm sytuacji bo machnął ręka w strone leżącej na biurku, a właściwie stojącej na sztorc, 100-letniej maszyny do pisania - jakby pani sprawdziła, czy NIP i REGON tej firmy są prawdziwe, to my wtedy możemy wszcząć dochodzenie..."
i dodał "ale żeby potem nie była pani rozczarowana, bo to po 2 miesiącach pewnie bedzie sprawa umorzona i skierowana na drogę cywilną..."
wyszłam z budynku policji rechocząc sie w duchu...przeciez płakać nie będe nie?

sobota, 09 września 2006
no więc wyszło szydło z worka, okazało się że jestem frajerko- naiwniaczką nieprzecietną.
Wpłaciłam zaliczkę na samochód minął już prawie miesiąc a samochodu "ani widu ani słychu" - ciekawe czy mi oddzadzą zaliczke, jesli nie to czeka mnie użeranie się z policją, bleee...

A w przyszłym tygodniu czeka mnie wizyta w szpitalu, kolejna... też bleee...

ciekawa sprawa z tego wynikła, całe dotychczasowe życie byłam przekonana, że tak właściwie to nie wiem czy ja chcę mieć dzieci - czasami myślałam że tak, czasami że nie... wiadomo. Ale ciągle miałam tą możliwość wyboru...

I kiedy nagle sie okazało, że moge zostać pozbawiona tej "możliwości wyboru" to taka rozpacz mnie ogarnęła... taka rozpacz straszna... życie płata figle, taki jest consensus tej sprawy ot co
wtorek, 11 lipca 2006
....
jutro... nie, właściwie to dziś mam wizyte,
kiedy tylko może człowiek unika nawet myślenia o śmierci, o chorobach
no i czasami takie zdarzenia same pukają do twoich drzwi
miewam chwile paniki
i zastanawiam się czy te codzienne młdości nie są spowodowane tymi atakami strachu
w tej chwili najbardziej obawiam sie tych badań - wystarczy że sobie przypomne te na studiach, to już mnie zbiera na wymioty
w szpitalach traktują cie jak kawałek mięsa, nie jak człowieka - w życiu nie czułam takiego upokorzenia jak wtedy
wolałabym żeby było juz po wszystkim
w filmach najbardziej lubię to, że, gdy jakaś scena mi się nie podoba, albo mnie nudzi - moge sobie przewinąć do przodu - szkoda że w życiu tak nie można...
poniedziałek, 26 czerwca 2006
kam bek
wróciłam

chciałam sobie przemeblować zdziebko mój, jak to niektórzy ;] mówia "blogasek", ale okazało się, że... hehehe.... zapomniałam jak to się robi.
Nic tam, wróce do domku i pomajstrujemy to sie przypomni.
Czemu wróce? bo nie jestem u siebie tylko u Ktosia. Ktoś to oczywiście wiadomo kto... ;>
Powiem tak górnolotnie, że do powrotu zainspirował mnie inny blog. Ktoś miał egzaminy w sobote. Nie było go calutki dzionek. Dla zabicia czasu surfowałam sobie po internecie i na onecie natknęłam sie właśnie na ten "inspirujacy" blog. O dziwo chyba w pewien sposób zatęskniłam za osobami, które podczytywałam swego czasu. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że człowiek to jednak dziwny zwierz...
No i nie zaszkodzi mi odrobinę pisaniny, bo bedę miała pod kontrolą moja ortografię. Od jakiegoś czasu bywam na pewnym forum. Jesli chodzi o ortografię to ja jestem jednak wzrokowcem - jak sie za dużo napatrzę na takie słowa jak: "muzgu", "rze" "hyba" i innne perełki to sama zostane takim "bezmuzgowcem"...

A o czym chciałam to napisać... :/ własciwie to raczej wolałabym o tym zapomnieć - wczoraj potrąciłam psa. Czułam jak mój samochodzik przetaczał sie poj ego biednym ciałku. Wpadłam w takie przerażenie, że nawet nie zwolniłam, choc jechałam bardzo powoli bo droga była z ograniczeniem do 20 i z garbami, tylko po paru sekundam bezmyslnie sie zatrzymałam, przekręciłam klucz w stacyjce i w ryk... nawet nie miałam odwagi wyjść i sprwdzic co sie stało z ta psinką. Ktoś powiedział, że własciciel podszedł i zabrał pieska, który podobnoż nawet żył... nie wiem czy Ktoś nie próbował mnie pocieszyć...




środa, 18 stycznia 2006
nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być gorzej....

ale.. tfu ftu... tymczasem...

polepszyło się :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8